football insider — wiadomości piłkarskie z Ekstraklasy

Kalendarium 2026-09-26

Nasz komentarz

Jeszcze wczoraj pisaliśmy „Jutro Twardowskiego”, a dziś możemy napisać: zrobiliśmy swoje. Blisko osiem tysięcy sprzedanych biletów, pełne trybuny i mecz, który – jak powtarzaliśmy od poniedziałku – nie był o punktach, a o człowieku. 1:1 z Udinese, gol Jana Biegańskiego w 36. minucie po trafieniu Idrissy Gueye, szesnaście strzałów i jedenaście rzutów rożnych. Statystyki mówią, że Pogoń momentami była lepsza, co sam Biegański potwierdził po meczu, żałując dwóch niewykorzystanych okazji w końcówce. Wynik jest sprawą drugorzędną – liczy się to, że wieczór dla Roberta Dymkowskiego się udał. Najmocniejszy moment nie był jednak na murawie. Robert Dymkowski, którego choroba postępuje i który nie mógł już przemówić do zgromadzonych, samodzielnie przygotował przy pomocy komputera sterowanego wzrokiem film-niespodziankę, wyświetlony na telebimie przed pierwszym gwizdkiem. To zdanie trzeba przeczytać dwa razy. Człowiek, który oddał Pogonie kawał życia, do końca walczy i do końca jest obecny. Dla mnie to najważniejszy obraz tego dnia i najlepsza odpowiedź na wszystkie pytania o sens takich inicjatyw. Kto był na Twardowskiego, ten wie, o czym mówię. Teraz rzeczowa uwaga, w duchu rozsądku, nie krytyki. Licytacje na rzecz Dymka nie odbyły się na stadionie – od następnego dnia będą publikowane na Facebooku, z dodatkowymi przedmiotami od gości z Udinese. Logikę rozumiem: aukcja online dociera dalej i trwa dłużej niż jeden wieczór. Ale apeluję: niech ten kanał nie umrze w ciągu kilku dni. Wrzućmy tam przedmioty z rozmachem, przypominajmy o nich, wypromujmy je tak, jak potrafimy. Bo cały ten dzień zamieni się w realną pomoc tylko wtedy, gdy pieniądze naprawdę dotrą tam, gdzie mają dotrzeć. Zwróćmy też uwagę na drobiazg, który dobrze pokazuje, jak działa nasze podwórko. Daniel Trzepacz musiał publicznie tłumaczyć, dlaczego Olo Moskalewicz i Maciek Stolarczyk pojechali na turniej do Krakowa – a przecież rozegrali tam pół meczu, przywieźli gadżety na licytację i wrócili. Zamiast szukać dziury w całym, zapamiętajmy, że ludzie klubu robili coś dla Dymka również poza głównym wydarzeniem. Krytyka ma sens tam, gdzie jest fakt, a nie tam, gdzie jest domysł. To był dzień serca – w kilku odsłonach. Wczoraj pisaliśmy o sercu Roberta Dymkowskiego i o sercu Jakuba Piotrowskiego, byłego Portowca, który po wrześniowej ablacji przyjechał, ale nie zagrał. Dziś biliśmy razem z nimi. Przed nami powrót do ligowej codzienności, ale to, co zbudowaliśmy wokół tego meczu, pokazuje jedno: w Szczecinie piłka znaczy więcej niż tabela. Teraz zamieńmy ten kapitał w konkret – w pomoc dla Dymka i w wyniki na boisku. #ŁączyNasPogoń

Archiwum